Załóż róż, będzie modnie. Załóż róż, będzie pięknie. Załóż róż, będzie modnie. Pokaż biust będzie łatwiej. Pokaż biust będzie modnie. Pokaż biust będzie łatwiej. Pokaż biust będzie modnie. I nie martw się, jak krzyknie ktoś, że kiepsko grasz, że tracisz twarz, tracisz twarz. Ty przecież zawsze dobrze wiesz co Dec 25, 2022 - Explore Basia's board "Modlitwy", followed by 270 people on Pinterest. See more ideas about prayers, polish language, god. A w sercu mam dwoje nas Sto myśli, a pośród nich Tą jedną wciąż jesteś ty Pamiętam tak tamten dzień, Gdy rzekłeś, że nie chcesz mnie Odchodząc, nie mówisz nic W milionie róż tęsknota tkwi Milion, milion, milion białych róż Nie wiem, gdzie - nie wiem, gdzie - nie wiem, gdzie będziesz ty Milion, milion, milion, białych róż Tekst piosenki i chwyty na gitarę. Nie Szkoda Róż, WAWELE , (akordy v sławek rambek) Dobrze wiem g. Jaką drogą. Dojść do gwiazd c. W jakiś dzień F. Popłyniemy niebem. Tak czy tak B. Tylko tej c. Drugim, równie popularnym zastosowaniem świeżych płatków róż jest ceremonia ślubu i wesela. Często płatki są rozsypanie w przejściu do ołtarza lub na samym ołtarzu, a po wyjściu z kościoła Państwo Młodzi są również obsypywani płatkami. Przy takiej okazji najczęściej stawiamy na płatki czerwone lub jasne, ale równie pada gambar disamping perbandingan sisi yang benar adalah. ROZDZIAŁ SZÓSTY JAKO SIĘ WIODŁO KRÓLEWSKIEJ LATOROŚLI KSIĄŻĄTKU LULEJCE NA DWORZE KRÓLA WALOROZY. Czas nam przejść teraz do księcia Lulejki, jeszcze w kolebce ograbionego z przynależnego mu dziedzictwa przez niegodziwego stryja. Pacholę to, jak wiecie już z poprzednich rozdziałów, wzrastało w najzupełniejszej bezmyślności i wzorując się na otoczeniu, nie myślało o niczem, tylko o urządzaniu uczt i polowań, krygowaniu się przed lustrem, ujeżdżaniu ognistych rumaków i rozrzucaniu garściami pieniędzy. Lulejka był zbyt dobroduszny i lekkomyślny, by czuć żal do stryja za pozbawienie go korony, tronu i berła. Od książki uciekał jak djabeł od święconej wody, dzięki czemu przydany mu ochmistrz mógł przez dwadzieścia cztery godziny na dobę oddawać się swemu ulubionemu zajęciu, słodkiej drzemce. Za to Wielkiemu kanclerzowi, baronowi Filistrozie, z roku na rok przeciągała się mina, bo książę Lulejka wzbraniał się zgłębiać tajniki prawodawstwa paflagońskiego, które traktował z równem lekceważeniem, jak matematykę i nauki klasyczne. Nie wszyscy profesorowie jednak uskarżali się na brak pilności Lulejki. Wielki koniuszy nadworny nie miał dość słów pochwalnych dla odwagi i zręczności, z jaką Lulejka dosiadał i ujeżdżał najdziksze rumaki, beletmistrz dworski zaliczał go do najlepszych swoich uczni, Jego Ekscelencja Szambelan ogłaszał najpochlebniejsze raporty o postępach, czynionych przez księcia w trudnym kunszcie gry bilardowej, najwyższe uznanie miał dla Lujejki także Radca Dworu, Nadinspektor placów tenisowych. Gdybyśmy tak jeszcze zapytali o zdanie kapitana gwardji królewskiej, dzielnego fechmistrza Zerwiłebskiego, dowiedzielibyśmy się z pewnością, że od śmierci straszliwego generała Kotłumbaja, dowódcy wojsk Krymtatarji, któremu rapier kapitana przeszył pierś na wylot, jeden Lulejka dotrzymywał placu kapitanowi. — „Tęgi byłby król z niego! jakiem Zerwiłebski!” — mruczał kapitan pod sumiastym wąsem i marsowe oblicze jego chmurzyło się, gdy przybywszy z raportem na dwór królewski, dojrzał smukłą, zgrabną postać księcia Lulejki, gnuśniejącego w bezczynnem życiu dworskiem i trawiącego długie godziny na prawieniu komplementów księżniczce Angelice. I teraz, jak widzicie, siedzą obok siebie na ławce ogrodowej, a nawet Lulejka ujął dłoń Angeliki i tkliwemi ją okrywa pocałunkami, na co księżniczka łaskawie przyzwalać raczy. Królowa, której nie możecie zobaczyć, bo zasłania ją gęsty krzew, spogląda na nich pobłażliwie. Nie było dla niej tajemnicą, że Lulejka świata poza Angeliką nie widzi, i z radością oddałaby mu swoją jedynaczkę za żonę. Czy małżeństwo z Lulejką było także marzeniem księżniczki? Któż odgadnie, co chowa serce kobiety? To pewne, że lubiła go szczerze, bo Lulejka był bardzo pięknym i serdecznie dobrym, tylko... tylko, że księżniczka miała tak wygórowane mniemanie o swojem wykształceniu, że zwykła traktować Lulejkę jak nieuka, którego słów słucha się z uprzejmem lekceważeniem. Nieraz, kiedy późnym wieczorem błądzili po parku, albo wsparci o balustradę balkonu, wsłuchiwali się w melodyjne rechotanie żab, zdarzało się, że rozmarzona księżniczka szepnęła, podniósłszy wzrok ku niebu: — „O, jest już Wielka Niedźwiedzica”. A Lulejka, zamiast naprowadzić rozmowę na wyniki ostatnich badań nad ciałami niebieskiemi, odpowiadał śpiesznie: — „Niedźwiedzica? nie lękaj się, słodka moja Angeliko, choćby rozjuszonych tysiąc niedźwiedzic cię napadło, wszystkie położę trupem, zanim dotkną jednego włoska na twojej głowie”. — „Ach, mój poczciwy Lulejko! — wzdychała księżniczka — całe szczęście, że proch już wymyślony, bo tybyś go z pewnością nie wymyślił”. To samo było przy zrywaniu kwiatów, to samo przy chwytaniu motyli. Lulejka nie wahałby się skoczyć w przepaść najgłębszą i wspiąć na najdzikszy szczyt górski, byle zasłużyć na uśmiech Angeliki, ale o astronomji, botanice i zoologji wiedział właśnie tyle, co ja z przeproszeniem o algebrze. To też Angelika lekceważyła go tem bardziej, że jak większość ludzi, miała, według mojego zdania, zbyt wygórowane wyobrażenie o głębiach własnej swej wiedzy. W braku innych wielbicieli jednak, każdemu jej skinieniu posłusznych, chętnie przyjmowała hołdy, składane jej przez kuzyna. Król Walorozo odznaczał się bardzo delikatnym żołądkiem, a bardzo dobrym apetytem. Szczególniej, odkąd nastał na dworze królewskim niezrównany kucharz Rondelino, król zaczął objadać się tak sumiennie i tak często zapadać na zdrowiu, że przyboczny lekarz Jego Królewskiej Mości nie rokował mu długiego żywota. Na samą myśl o możliwym zgonie Jego Królewskiej Mości ciarki przebiegały po skórze chytrego ministra, markiza Mrukiozo i podstępnej ochmistrzyni dworu, hrabiny Gburyi-Furyi. W razie małżeństwa księżniczki Angeliki z Lulejką, ster rządów przeszedłby w ręce młodego księcia, a wtedy odpokutowaliby oboje za tysiąc intryg, uchybień i przykrości, których książę doznawał z ich przyczyny na każdym kroku. Jednem skinieniem palca pozbawiłby ich zaszczytnych urzędów i wypędził ze dworu na cztery wiatry. A możeby zażądał zwrotu kosztowności: pereł, tabakierek, pierścieni i zegarków, należących ongiś do nieboszczki królowej jego matki, które chciwa ochmistrzyni przywłaszczyła sobie po jej śmierci. Zapewne pociągnąłby także do odpowiedzialności Jego Ekscelencję ministra markiza Mrukiozo za skradzionych: dwieście siedemnaście tysięcy miljonów dziewięćset siedemdziesiąt ośm kroć sto tysięcy trzysta dwadzieścia dziewięć dukatów, trzynaście złotych i sześćdziesiąt sześć groszy, które zmarły król Seriozo przekazał w spuściźnie Lulejce. Często się zdarza, że ludzie najzawzięciej nienawidzą tych, którym najwięcej wyrządzili krzywdy, Tak było i w tym wypadku. Mrukiozo i Gburya-Furya wysilali całą pomysłowość w celu obniżenia biednego Lulejki w oczach królewskiej pary, Angeliki i całego dworu. Rozgłaszali więc, że królewicz jest skończonym głupcem, który nawet imienia swego nie umie napisać ortograficznie i podpisuje się „Lólejka”, a imię Angeliki pisze małą literą, że włóczy się po stajniach z podpitymi parobkami, że drzemie w kościele, że długów ma więcej niż włosów na głowie, że zgrywa się w karty z królewskimi paziami i wiele innych jeszcze plotek, bądź zupełnie kłamliwych, bądź przesadzających niemożliwie drobne błędy i uchybienia księcia. Nie przeczę, że książę Lulejka nie był bez winy, ale wszakżeż i królowa grywała w karty i król drzemał w kościele i objadał się aż do niestrawności. A jeżeli nawet książę Lulejka miał jakieś zaległe rachuneczki u Dostawcy Dworu Cukiernika, czy u nadwornego krawca, to któż temu był winien, jeżeli nie Mrukiozo, który skradł Lulejce dwieście siedemnaście tysięcy miljonów dziewięćset siedemdziesiąt ośm kroć sto tysięcy czterysta dwadzieścia dziewięć dukatów, trzynaście złotych i sześćdziesiąt sześć groszy, a teraz wypominał mu każdego dukata? Mojem zdaniem powinienby taki Mrukiozo siedzieć cicho jak mysz w dziurze i nie wtrącać się w sprawy księcia, któremu już przecież dość wyrządził złego. Potwarze i oszczerstwa w niedługim czasie zrobiły swoje. Księżniczka zaczęła spoglądać na Lulejkę niechętnem okiem, na każdym kroku dawała mu do zrozumienia, że nie jest godzien rozwiązać rzemyka u jej stópek, wyśmiewała jego nieuctwo, a na wszystkich balach dworskich i przyjęciach traktowała go tak pogardliwie, że nieszczęsny Lulejka rozchorował się wkońcu ze zmartwienia. Choroba bratanka była Jego Królewskiej Mości bardzo na rękę, bo, jak wiemy, król z tychże samych powodów co Mrukiozo i Gburya-Furya nienawidził Lulejki. Co do królowej, to można było do niej łatwo zastosować przysłowie: „Kto z oczu, ten i z myśli”. Jejmość Pani Walorozo troszczyła się tylko, żeby jej nie zabrakło partnerów do codziennej partyjki winta i gości na wieczornej „familijnej” herbatce. Reszta mało ją obchodziła. Zausznicy dworscy, których już wolę nie nazywać po imieniu, byliby najchętniej wyprawili księcia Lulejkę na tamten świat; to też nie wiem czy z ich namowy, czy z własnego przekonania Jego Eksc. Lekarz Nadworny, Pigulini, zaczął królewiczowi puszczać krew tak często i karmić go tak okropnemi miksturami, że wkońcu biedny Lulejka wysechł jak szczapa i długie miesiące przeleżał w łóżku, z którego nie mógł powstać o własnych siłach. Życie na królewskim dworze biegło tymczasem zwykłym trybem, tylko poczet dworaków paflagońskich powiększył się w czasie choroby księcia Lulejki o jednego jeszcze członka. Był nim sławny Lorenzo Gwazdrani, nadworny malarz sąsiedniego króla Krymtatarji. Wszyscy zachwyceni byli jego obrazami, bo na portretach, malowanych jego ręką, nawet Ochmistrzyni Dworu, Gburya-Furya, wyglądała młodo i wdzięcznie, a oblicze ministra Mrukiozy tchnęło dobroduszną słodyczą. — „Lorenzo trochę pochlebia” — odezwał się raz ktoś ze śmielszych znawców. — „Pochlebia? — oburzyła się księżniczka, do której uszu doszła ta uwaga — otóż bynajmniej nie pochlebia, bo ja, która jestem wyższa ponad wszelkie pochlebstwa, jestem stokroć jeszcze piękniejszą, niż na obrazie mistrza. Nie mogę jednak ścierpieć, żeby o tak genjalnym artyście wyrażano się ujemnie i poproszę kochanego papy, żeby go pasował na rycerza i nadał mu Order Złotego Ogórka pierwszej klasy” (z uwolnieniem od taksy). Nikt po takiem oświadczeniu księżniczki nie śmiał już słówka pisnąć o protegowanym przez nią malarzu, a księżniczka posunęła do tego stopnia zachwyt swój dla jego dzieł, że łaskawie raczyła wziąć u Lorenza Gwazdraniego kilka lekcyj rysunków i malowania. Napróżno dworacy krzyczeli głośno, że księżniczka jest genjuszem zbyt wielkim, by ktokolwiek mógł ją nauczyć czegoś więcej, niż umie sama z Bożej łaski, księżniczka postawiła na swojem i pod okiem mistrza Lorenza stwarzała (naturalnie w jego pracowni) wspaniałe arcydzieła, których część reprodukowano w „kalendarzu dworskim”, a inne rozkupiono po bajecznych cenach, na dobroczynnej wystawie gwiazdkowej. Wszystkie obrazy opatrzone były własnoręcznym podpisem księżniczki. Czy malowane były własnoręcznie, ośmieliłbym się powątpiewać. Mam mocne podejrzenie, że wyszły one z pod pędzla Lorenza, który nie bez ubocznej myśli zaskarbiał sobie łaski Angeliki. Podczas jednej z poufnych lekcyj Lorenzo pokazał księżniczce mały portrecik, przedstawiający młodzieńca niepospolitej urody o szafirowych oczach, tchnących szlachetną dumą i głęboką melancholją. — Kto to jest ten rycerz, czcigodny mistrzu? — zapytała Angelika, której na widok portreciku, serce zabiło gwałtownie. — Jak żyję, nie widziałam tak pięknego mężczyzny — jęknęła z zachwytu chytra Gburya-Furya. — Portret ten — odpowiedział malarz — wyobraża mego dostojnego władcę i pana, pierworodnego syna Jego Królewskiej Mości Padelli I-go, Wielkiego Mistrza Orderu Brylantowej Dyni, Wielkiego księcia księstwa Akrobatonji, Kara-Fara-Muryi i następcy tronu Krymtatarji, królewicza Bulby. Jeżeli Jej Książęca Mość zechce łaskawie rzucić okiem na jego męską pierś, dojrzy niechybnie wymalowaną na niej przeze mnie gwiazdę Orderu Brylantowego Dyni, który Jego Wysokość Król Padella najmiłościwiej na piersi delfina własnoręcznie przypiąć raczył w nagrodę zwycięstwa, odniesionego przez księcia Bulbę nad królem Ludożerji, którego wraz z 248 olbrzymami własną ręką trupem położył. Dzięki jego waleczności, nieprzyjaciele nasi poddać się musieli, choć długa i zacięta walka w wojsku naszem duże zadała straty. — Jakiż wielkoduszny wojownik! — myślała Angelika — wydaje się tak młodym, a dokonał tylu bohaterskich czynów. Z jakimże wyrazem spogląda na mnie z tego portretu! Ah, czemuż nie było mi danem poznać go i... — Królewicz Bulbo jest nietylko dzielnym, ale i wykształconym niepospolicie, księżniczko — ciągnął dalej malarz. — Włada wszystkiemi językami świata, śpiewa bosko, gra na wszystkich instrumentach i komponuje opery. Ostatni jego utwór był grany tysiąc razy z rzędu w królewskim nadwornym teatrze, a atrakcją największą sztuki był balet, w którym autor produkował się osobiście. Jak czarująco wyglądał, racz z tego wnioskować, księżniczko, że kuzynka jego, najmłodsza córka króla Cyrkazji, ujrzawszy go na deskach scenicznych, rozkochała się w nim do szaleństwa i w kilka tygodni po przedstawieniu, umarła. — Czemuż książę Bulbo nie poślubił tej biednej księżniczki? — westchnęła niespokojnie Angelika. — Wiązało ich nazbyt bliskie pokrewieństwo, księżniczko, kościół byłby się sprzeciwił ich związkowi. Książę jednak nie pragnął jej pojąć za żonę, dawno bowiem już — tu Lorenzo zniżył głos tajemniczo — pan mój oddał swe królewskie serce dziewicy godniejszej... i piękniejszej! — Jej imię? — zapytała zmieszana Angelika. — Nie mam prawa odsłaniać imienia wybranej serca mego władcy i pana — odrzekł malarz. — Może jednak mógłbyś mi powiedzieć bodaj pierwsze litery jej imienia i nazwiska — wykrztusiła z żalem księżniczka. — Tego nie mogę odmówić Jej Wysokości — odparł malarz. — Czyżby jej imię zaczynało się na literę Z? Lorenzo zapewnił, ze nie na Z. Angelika po kolei wymieniała Y, X, W, aż przeszli wstecz, całe abecadło. Malarz ciągle potrząsał głową przecząco. Kiedy księżniczka drżącym głosem wypowiedziała D i nie zgadła, twarz jej powlokła się rumieńcem radości. Po literze C musiała oprzeć się o fotel z nadmiaru wzruszenia. Przy B osłabła do reszty. — Gburciu-Furciu, podaj mi sole trzeźwiące — szepnęła, opadając bezsilnie na fotel i podtrzymywana ramieniem ochmistrzyni, spytała zamierającym głosem: — mistrzu, czyżby to było A? — Odgadłaś, księżniczko! — wykrzyknął chytrze malarz. — Imię tej, którą pan mój uwielbia do szaleństwa, zaczyna się na A. A teraz pozwól, że pokażę ci jej portret. To rzekłszy, Lorenzo ustawił na sztalugach obraz w złotych ramach, starannie okryty płótnem. I pociągnąwszy Angelikę ku sztalugom, szybkim ruchem zerwał zeń zasłonę. O radości niebiańska! Z ram złoconych zwierciadła wyjrzało ku Angelice odbicie jej własnego oblicza. „ABY MOJE SERCE, MOJA RODZINA, PARAFIA, OJCZYZNA I CAŁY ŚWIAT: STAŁY SIĘ RZECZYWISTYM KRÓLESTWEM TWOJEGO SYNA I TWOIM. AMEN!”Przed rozpoczęciem rozważania:Wycisz swój umysł i swoje serce. Duchowe wyciszenie jest naszą otwartością na łaskę. Modlitwę do Ducha Świętego postaraj się odmówić spokojnie i powoli, wczuwając się sercem w każde ze do Ducha ŚwiętegoDuchu Święty, przyjdź, oświeć mrok umysłu, porusz moje serce, pokaż drogę do Jezusa, pomóż pełnić wolę Ojca, Duchu Święty, któraś najpełniej przyjęła słowo Boże, prowadź Święty, przyjdź!Akt zawierzenia rekolekcji świętemu JózefowiŚwięty Józefie, któremu Dobry Bóg zawierzył opiekę nad Jezusem i Maryją, zawierzam dziś tobie te rekolekcje i proszę cięw imię twojej miłości do Jezusa i Maryi:opiekuj się mną i wszystkimi, którzy te rekolekcje przeżywają, strzeż nas na drodze do Niepokalanego Serca Maryi,wyproś nam u Dobrego Boga łaskę świadomego i głębokiego poświęcenia się Sercu Twojej Umiłowanej Oblubienicy, Maryi,abyśmy oddając się Jej całkowicie, znaleźli się w bezpiecznym schronieniu Jej Niepokalanego Serca, które jest dla nas wielkim daremOjca, Syna i Ducha Świętego. Maryjo, Józefie – oświecajcie nas, pomagajcie nam, ratujcie nas. AmenROZWAŻANIE DNIA: „ABY MOJE SERCE, MOJA RODZINA, PARAFIA, OJCZYZNA I CAŁY ŚWIAT: STAŁY SIĘ RZECZYWISTYM KRÓLESTWEM TWOJEGO SYNA I TWOIM. AMEN!”Moje serceBóg patrzy na serce (1 Sm 16,7).W sercu rozgrywa się najważniejsza walka. Tu się decydują losy Fatimie Bóg objawił nam Niepokalane Serce Maryi jako ostateczny środek Serce Maryi jest największym darem Ojca Niebieskiego dla naszych trudnych mam zrobić, aby moje serce stało się rzeczywistym królestwem Jezusa i Maryi?Poświęcić się tym Sercom i żyć tym odnawiać akt poświęcenia. Raz w roku odbywać 33-dniowe rekolekcje odnawiające i pogłębiające moje oddanie. Żyć Ewangelią i wezwaniem Fatimy, które mówią jednym głosem: „Módl się, pokutuj, wynagradzaj, składaj ofiary, przyjmuj to, co Bóg ci zechce zesłać, i ratuj dusze swych bliźnich”.Królestwo Jezusa i Maryi jest królestwem Miłości, a miłość rozwija się przez moim najważniejszym zadaniem jest pielęgnowanie bliskości z Jezusem i płonące miłością do Jezusa i Maryi ocalą ten świat. Tak, ponieważ TYLKO MIŁOŚĆ rodzinaNajważniejsze dzieła dla zbawienia świata dzieją się w Nazarecie, czyli w domu rodzinnym. W mogę uczynić, aby Maryja była rzeczywiście Królową mojej rodziny? Pierwszym, co mogę zrobić, jest poświęcenie mojej rodziny Niepokalanemu Sercu Maryi[99]. Jest to zaproszenie do tego, aby Maryja „zamieszkała” w naszym jest wypełnienie w rodzinach najczęstszego i podstawowego wezwania Matki Bożej – do codziennej, rodzinnej modlitwy modlitwa to rodzinny wieczernik z Maryją, podczas którego w obecności naszej Niebieskiej Mamy przyzywamy Ducha Świętego, rozważamy Ewangelię Jezusa oraz wstawiamy się za naszymi braćmi i różańcowy wieczernik z Maryją to potężny środek ocalenia na trudne czasy, w których żyjemy. Różaniec jest naszą Arką codziennej modlitwy rodzić się będą te same owoce i ta sama Miłość, która panowała w domu Świętej Rodziny w TOTUS TUUSCzy kiedykolwiek potrzebowaliśmy Matki bardziej niż dziś?Czy możemy dać coś lepszego naszym dzieciom, młodemu pokoleniu, naszym rodzinom i sobie samym – niż Jej czuła miłość oraz niezawodna opieka?Czy może nas zawieść Ta, na której sam Bóg się nigdy nie zawiódł?Czy zawiodła nas choć jeden raz, kiedy się uciekaliśmy pod Jej obronę?DZIŚ mamy możliwości, jakich nie miał ani Prymas Wyszyński, ani Maksymilian idea oddania się całego narodu Matce Bożej jest możliwa do zrealizowania bardziej niż nie moglibyśmy połączyć sił i wykorzystując wszystkie dostępne środki i narzędzia – zaprosić wszystkich do tego całkowitego zaufania naszej Niebieskiej Matce?Wiele nas, katolików, dzieli, ale czy miłość do Matki Bożej nie mogłaby nas połączyć w tym jednym wspólnym dziele?Czy Matka nie ma szczególnego charyzmatu jednoczenia swoich dzieci?Na pięknej ikonie Matki Bożej Fatimskiej widnieje napis: „W TOBIE JEDNOŚĆ”. Czy wyobrażamy sobie, jak potężną pomoc z nieba – od wszystkich świętych i aniołów – mielibyśmy w tym wspólnym przedsięwzięciu?Wiele razy słyszy się te słowa: „Normalnie bym tego nie zrobił, ale dla Matki Bożej zrobię wyjątek!”. Zróbmy wyjątek i zjednoczmy się wszyscy we wspólnym dziele poznania i pokochania Maryi tak, jak pragnie tego Pan Jezus!Jeśli zjednoczymy się wszyscy: biskupi i kapłani, zakonnicy i siostry zakonne, świeccy, ruchy, wspólnoty i stowarzyszenia katolickie, stacje radiowe i telewizyjne, portale i kanały internetowe oraz sieć społecznościowa, rekolekcjoniści, youtuberzy, vlogerzy i blogerzy, artyści i pisarze oraz przedsiębiorcy chrześcijańscy – jeśli połączymy razem siły, robiąc wyjątek dla Matki Bożej – spełni się na nas modlitwa Pana Jezusa, którą zanosił do Ojca Niebieskiego: „ABY BYLI JEDNO”.Jeśli oddamy Maryi nasze serca, to Ona je napełni miłością do Jezusa. Ona sprawi, że Jezus będzie znany i sprawi, że wszyscy odkryjemy w Bogu kochającego Ojca. Ona sprawi, że będziemy otwarci i posłuszni Duchowi sprawi, że będziemy się wzajemnie miłować, tak jak się miłują bracia i siostry Jednego Ojca i jednej tak się stanie!LEKTURA DUCHOWA:1. Z NAUCZANIA KSIĘDZA PRYMASA STEFANA WYSZYŃSKIEGO:”Zawsze, gdy jest szczególnie ciężko, gdy ciemności ogarniają ziemię, a słońce już gaśnie i gwiazdy nie dają światłości, trzeba wszystko oddawać Maryi. „Oto nieprzyjaciele nasi chcą nas wytracić i dziedzictwo Twoje, Panie, wygubić. Obróć więc żałobę naszą w wesele, abyśmy żywi będąc, chwalili Imię Twoje! Nie zamykaj ust o Tobie śpiewających”.Wybaczcie, Najmilsi, że już dzisiaj, uprzedzając to, co pragnę uczynić, chcę Was pokornie i bardzo po bratersku prosić, abyście mi pomogli w jednej sprawie: oto, „gdy chcą Naród nasz wyniszczyć” i „zamknąć usta śpiewających o Bogu”, oglądam się wokoło, skąd przyjdzie mi zbawienie i pomoc? Byłbym pasterzem ślepym i wodzem ślepych, gdybym nie dostrzegł tego atawistycznego Bożego śladu na dziejach myśli Bożej w świecie, gdybym powiedział: nie masz już nic do zrobienia!Jak to nie masz? Jeśli było jeszcze coś do zrobienia w ostatecznej katastrofie, która zniekształciła osobowość ludzką przez grzech; jeśli było jeszcze coś do zrobienia w straszliwych ciemnościach niewoli asyryjskiej czy babilońskiej i w beznadziejnym, zda się, oczekiwaniu Nazaretu; jeśli było aż tyle do zrobienia na Kalwarii, czyż dzisiaj nie mielibyśmy już nic do zrobienia?O nie, mamy dziś bardzo dużo do zrobienia! Możemy i musimy oddać się najlepszej Matce naszej!„Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. To były niemal ostatnie słowa kardynała Augusta ich nie traciłem z mej świadomości. Bóg pozwolił mi rozpalić w duszy obraz Niewiasty obleczonej w słońce, a księżyc pod Jej stopami. Ona też walczyła, bo walczyła w obronie swego Dziecięcia, które właśnie miało się narodzić, a na które już czyhał szatan, aby skoro porodzi – pożreć je. W obronie Niewiasty stanął Bóg, zabierając narodzone Dziecię do siebie, a Matce dał schronienie na ziemi. I ja tak myślałem: Bóg stanie w obronie swojego Syna i nie pozwoli Go zniszczyć, chociaż smok – jak to widział święty Jan a Apokalipsie – zmiata z horyzontu niebios jedną trzecią gwiazd, by zrzucić je na ziemię. Chrystus ocaleje, bo On więcej nie umiera; Krzyż był miejscem Jego zwycięstwa przez śmierć, ale On zwyciężył. A więc „walczcie, bo zwycięstwo przyjdzie”... Tym więcej, że – jak wdział święty Jan w Apokalipsie – Niewiasta znalazła schronienie na ziemi. Wtedy, gdy smok wypuścił potok wodny, aby zniszczyć Niewiastę, ziemia pochłonęła wodę i stanęła w obronie Niewiasty obleczonej w słońce. Stąd wniosek – trzeba skupić się przy Niej, przy Maryi. Cały Naród, cała diecezja przy Bogurodzicy, Bogiem sławionej Maryi – oto moje zamierzenie od 26 VIII 1964, czwartek„Ja miłuję tych, którzy mnie miłują” – mówi Maryja do swych sług słowami Księgi Mądrości (Prz 8, 17-24). Z lękiem walczę o tę miłość. Wydaje mi się, że miłuję: wszak nie umiem jednego dnia spędzić bez Ciebie, bez Twego Imienia, bez„Zdrowaś, Maryjo”, bez różańca, bez aktu oddania się byłoby życie moje, gdybym o Tobie zapomniał? Nie mogę, nie mogę – nawet gdybym okazał się jeszcze słabszy niż jestem, nawet gdyby sumienie moje zarosło lasem grzechów, nawet gdybym ogłuchł z męki i bólu opuszczenia. Ale i wtedy, na tym łez padole, jeszcze był wołał: „Witaj...” – A więc miłuję Ciebie!– Radosny wniosek, gdyż on to mówi mi: „Ja miłuję tych, którzy mnie miłują”. Mam odpowiedź! Zresztą nie wątpiłem, że Ty miłujesz. Bo w Tobie jest miłość z Ojca, który pierwszy umiłował. Ojciec rodzi miłość. A Matka Go naśladuje. Miłujesz, bo Ojciec umiłował. Miłujesz pierwej, niż ktokolwiek Ciebie umiłował. A że ja Ciebie miłuję, to dlatego, żeś przyniosła mi Miłość z 1 I 1964 piątekOd rana oddaję wszystko, co mnie w tym roku spotkać może, Matce mojej, Niepokalanej Pani Jasnogórskiej. Pragnę, aby i nadal mnie prowadziła, jak to czyni od mego dzieciństwa. Pragnę, by Jej Oblicze, widniejące na tarczy mego prymasowskiego herbu, nigdy nie straciło swych radosnych świateł, by odbierało cześć należną i przez moje czyny, i przez cierpienia, i przez modlitwy. Odnawiam akt oddania się całkowitego przez Jej ręce przeczyste w niewolę Jej Synowi, którego piastuje na swoich ramionach. Mój Jezus jest jeszcze maleńki. Ale pragnę, by rósł tak, jak ja muszę się Ci, Matko, swój cały ciężar i zrzucam z bark moich do Twoich stóp. Spojrzyj nań tak, jak patrzy Pani na robotnika, który dźwiga wielkie ciężary. Oto przyniosłem, zrzuciłem i patrzę na ręce Twoje... Nie umiem nic lepszego czynić, więc dźwigam ciężary. Nie tylko swoje – to są ciężary i Twoje, i Twojego Syna. Gdy je zrzucę przed Tobą, ulży mi nieco. Czy otrzymam zapłatę robotni- ka...?”[100][101]2. Z KSIĄŻKI DR. EMILA NEUBERTA PT. MÓJ IDEAŁ – JEZUS, SYN MARYI:Siła w jedności Maryja:1. Synu mój, nie pozostawaj w się z tymi, którzy mają te same dążenia apostolskie co ty. Zachowując w głębi swej duszy święty ogień apostolski, zadusisz z innymi o wspólnych waszych myślach i pragnieniach, rozpalisz je bardziej i w nich, i w nie tylko zapali waszą wspólną gorliwość; ono jej da jeszcze nie- zrównaną z drugimi, będziesz już nie dwakroć silniejszy, lecz dziesięciokroć. A kiedy sformujecie zwarty oddział, staniecie się Z początku stanowić będziecie szczupły hufiec. Mniejsza o to, skoro jesteście zgodni. Nie przewaga liczebna będzie zwycięska, tylko gotowa na wszystko, czynna, dobrze zorganizowana i karna wszystkich krajów dzięki nauce nieomylnej i przedziwnie owocnej, dzięki dalej niezrównanej mocy poświęcenia, cnotom i piastowaniu najwyższego ideału, dzięki wreszcie wszechmocnej pomocy Bożej, mieliby więcej niż potrzeba do osiągnięcia zwycięstwa, byleby się umieli zjednoczyć. Ale tego właśnie nie umieją i dlatego prawie wszędzie zostali Ty zaś pamiętaj, że mniejsze dobro, ale rzeczywiste jest cenniejsze od dobra większego, ale nie osiągniętego. Pamiętaj dalej, że tylko w zjednoczeniu jest siła, a zjednoczenie osiąga się przez zaparcie się siebie, i w końcu, że wyżej stawiać trzeba zwycięstwo wspólnej sprawy niż zwycięstwo własnych przekonań. Rozważ tą naukę, wprowadź ją w życie swoje i głoś ją”.3. Z ŻYCIA I ROZWAŻAŃ MATKI ELŻBIETY RÓŻY CZACKIEJ:Matka Elżbieta Róża nawoływała, byśmy dali Panu Jezusowi w nas królować, aby On mógł w nas i naszymi sprawami rządzić. A On sam stanie się wówczas w nas źródłem pokoju, mocy, energii i wytrwałości pośród naszych codziennych i licznych obowiązków. Nie jest to jednak koniec - nasze obowiązki w dalszej perspektywie staną się pełne aktów cnót. Chrystusa zmartwychwstały i żywy pragnie byśmy Mu się oddali w posiadanie, byśmy byli Jego posłusznymi narzędziami, by mógł przez nas i w nas żyć na ziemi i dalej szerzyć tu swoje królestwo. (por. Dyrektorium, Laski, dn. 12 II 1929 r.)“O Jezu, króluj, panuj, rządź i wykonywuj wolę swoją w każdym z nas i w całym Dziele. królowanie i panowanie Pana Jezusa w każdym z nas i, co za tym idzie, w Dziele całym nie powinno być i nie może być pustym i próżnym frazesem. Jest to ścisły, bardzo rzeczywisty i praktyczny program życia. Nie program mglisty i daleki, ale program konkretny i do realizowania na każdy dzień. Pan Jezus został na ziemi aż do skończenia świata, nie tylko żeby królować i panować na świecie z wysokości ołtarza w Przenajświętszym Sakramencie, ale chce królować i panować w każdej duszy z osobna, żeby móc królować i panować na całym świecie. Każdy człowiek ochrzczony w Kościele katolickim jest powołany do tego, by Pan Jezus zamieszkał w nim i wziął go w posiadanie swoje, by w nim żył, królował i panował. Pan Jezus pragnie i chce wziąć każdego człowieka w posiadanie swoje, i daje temu człowiekowi wszystkie po temu potrzebne łaski, ale musi Pan Jezus znaleźć w człowieku sprzymierzeńca, który razem z Nim walczy o to wzięcie siebie w posiadanie przez Boga-Człowieka. Walka jest długa, ciężka i krwawa, dopóki królowanie i panowanie Pana Jezusa nie ustalone i na dobre nie utrwalone. Później czuwanie stałe i porządkowanie do końca życia jest udziałem katolika. Im bardziej panowanie i królowanie Pana Jezusa się utrwala, tym większe szczęście i tym większy pokój i radość wśród walki. Im człowiek bardziej poddany i uległy Bogu jako swemu Panu i Stwórcy, tym bardziej sam Bóg zwycięża w duszy i daje światło i siły do walki.”[102]ŚWIATŁO Z FATIMY i MAKSYMILIAN KOLBEW roku swojej śmierci siostra Łucja napisała list do kardynała Caffarry. Pojawiły się w nim takie oto słowa: Ostateczna bitwa pomiędzy Bogiem i szatanem zostanie stoczona o małżeństwo i rodzinę. Nie lękaj się jednak, gdyż każdy, kto działa na rzecz świętości małżeństwa i rodziny spotka się z przeciwnościami i będzie go się zwalczać, właśnie dlatego, że jest to kwestia decydująca. Kończąc, siostra Łucja napisała: Matka Boża jednak już zmiażdżyła szatanowi cały świat dla NiepokalanejTrzy dni po ostatnim objawieniu w Fatimie, 16 października 1917 roku, Maksymilian Kolbe razem z sześcioma braćmi zakłada Rycerstwo nie nadszedł właśnie czas, aby ogień, który płonął w sercu Maksymiliana Kolbe– zapłonął w naszych sercach? „Zdobyć cały świat dla Niepokalanej” – tym hasłem żył każdego dnia. Modlitwą, słowem, czynem, apostolstwem – każdym środkiem chciał się przyczynić do osiągnięcia tego jednego celu – zdobyć świat dla i owocność jego ewangelizacyjnych inicjatyw zadziwia do jedno serce rozpalone miłością do Maryi może przynieść tak wielkie i cudowne owoce, to cóż mogą uczynić TYSIĄCE SERC KOCHAJĄCYCH MARYJĘ DO SZALEŃSTWA?Wierzymy, że zgodnie z proroctwem św. Ludwika de Montfort żyjemy w czasach, w których Bóg – w imię swojej Miłości do Maryi – dokona przez Nią swoich największych DNIA:Jedną z łask, które często marnotrawimy, jest łaska wstawiennictwa świętych. Jeszcze nigdy świat nie miał w niebie tylu potężnych maryjnych orędowników. Postanówmy sobie dzisiaj w sercu, że odnowimy i pobudzimy w sobie wiarę w tajemnicę świętych zdobyć dla Boga przez Maryję cały świat – wykorzystajmy w pełni ten potężny środek dla wypełnienia naszej misji – łaskę wstawiennictwa świętych:Prośmy jak najczęściej świętego Józefa o opiekę nad wszystkimi dziełami, które podejmiemy w imię naszej kochanej Matki, świętego Jana Apostoła, aby wypraszał kolejnym duszom łaskę przyjęcia Maryi za swoją świętego Jana Pawła II oraz świętego Maksymiliana Kolbe, aby stali się naszymi patronami i orędownikami we wszystkich maryjnych prymasa Stefana Wyszyńskiego o pomoc w realizacji idei oddania całego narodu Matce św. Jana Bosko o pomoc w zdobywaniu dla Boga dusz dzieci i młodzieży. Prośmy świętą Matkę Teresę o pomoc w zdobywaniu dusz poprzez miłość bliźniego i miłosierdzie dla braci i Tereskę od Dzieciątka Jezus, aby pomagała nam żyć duchem dziecięctwa Bożego i aby wyprosiła tę łaskę dla naszych każdy z nas modli się szczególnie do tych świętych, których podpowie mu Duch aby każde serce, każda rodzina, każda parafia, cała nasza Ojczyzna i cały świat – mogły poznać miłość Boga i aby nie było nikogo, kto nie doświadczył Tej Miłości. Pragniemy, aby każdy miał szansę usłyszeć te słowa: „Oto Matka Twoja”. Czy chcesz nam w tym pomóc?W tym celu powstała Fundacja TOTA TUA, czyli „CAŁA TWOJA”.Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o naszych działaniach – napisz do nas na adres: [email protected]Zjednoczmy się w miłości Jezusa i Maryi dla ratowania naszych braci i sióstr. Jeśli będziemy działać RAZEM – BÓG uczyni przez nas wielkie SŁOWA:„Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi,którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno,jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno,aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie!Oby się tak zespolili w jedno,aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłałi żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś” (J 17,20-23)MAŁY WIECZERNIK MODLITWY:Głęboka modlitwa rodzi głęboką jedność. Trwając razem na modlitwie, możemy osiągnąć jedność, której pragnie dziś 5–15 minut na modlitwę osobistą w ciszy. Módl się tak, jak cię poprowadzi twoje trwać w ciszy. Możesz rozmawiać z Jezusem, zadając konkretne pytania. Możesz zaprosić Maryję i modlić się w Jej osobistej modlitwy to najważniejszy czas tych KONIEC: „ZABIERZ SŁOWO!”Wybierz z tego dnia jedno zdanie, myśl lub słowo, które najbardziej cię dotknęło, i rozważaj je w swoim sercu nieustannie aż do następnej tak jak Maryja, która „zachowywała te sprawy w swoim sercu i rozważała je”.DZIĘKCZYNIENIE:Podziękuj Panu Bogu, odmawiając trzykrotnie modlitwę:CHWAŁA OJCU I SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU, JAK BYŁA NA POCZĄTKU TERAZ I ZAWSZE I NA WIEKI WIEKÓW, moja jest wielka….Radość moja jest wielka… Błogosławię wszystkim, którzy doprowadzili do powstania tak Wielkiego Dzieła. Otworzyło mi ono oczy szerzej na miłość Jezusa Chrystusa i Matki udziału w rekolekcjach są wyczuwalne na każdym kroku:1) Odbyłam spowiedź, dotyczącą spraw, które leżały mi na sercu wiele Codziennie uwielbiam Boga w moim mężu, moich dzieciach, rodzeństwie, znajomych, szefostwie Przestały mnie denerwować rzeczy i sytuacje, które wcześniej wytrącały mnie z Inaczej podchodzę do spraw materialnych, przestały być tak Walczę z egoizmem, którego wcześniej nie Patrzę inaczej na drugiego człowieka. Staram się nie komentować i nie oceniać - bo kim Ja jestem żeby to robić…7) Częściej i z większą odwagą reaguję na Boże planuję ofiarować Maryi 5 pierwszych sobót O drugim człowieku mówię albo dobrze albo istotną rzeczą jest dla mnie to, żebym jak najwięcej ludzi rozkochała w Matce Bożej i Jej Synu Jezusie Chrystusie. W tym przedsięwzięciu liczę na pomoc Ducha Dostępnych jest kilka propozycji tekstu takiego poświęcenia. Tutaj przytaczamy jedną z nich, zamieszczoną na stronie: rodzina nasza poświęca się dziś bez reszty Twojemu Niepokalanemu Sercu. Zawierzamy Ci naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, zwłaszcza godzinę naszej śmierci i samą śmierć. Racz sprawować opiekę nad nami i rozporządzać naszym czasem, naszym życiem duchowym, naszą pracą. Poświęcamy Ci nasze ciała, nasze dusze, nasze zdolności i umiejętności. Tobie zawierzamy naszą wolność, nasze dążenia, nasze powinności, a nawet nasze wszystko oręduj za nami do Ducha Świętego, którego jesteś Oblubienicą, by nas napełnił i uświęcił. Spraw, aby nasze ognisko rodzinne stało się drugim domem nazaretańskim. Uświęcaj nas przez codzienne odmawianie Różańca i częste przyjmowanie sakramentów świętych. Błogosław nas wszystkich i obdarz nas Twoim niezwykłym pokojem. Pozostań z nami na zawsze razem z Jezusem, św. Józefem i aniołami świętymi. Bądź „Arką zbawienia” dla tej rodziny, która teraz i na zawsze pragnie należeć do Ciebie na cześć i chwałę Boga Najwyższego. S. Wyszyński, Wszystko postawiłem na Maryję, “Soli Deo” 2007, s. 207, 39101 S. Wyszyński, Zapiski więzienne, “Soli Deo” 2006, s. 87, 52, 160102 E. R. Czacka, Dyrektorium, Laski, dn. 28 II 1931 r., „Przychodzimy z różą w dłoni” – Agnieszka Jaworska w kościele róż tysiące” – Agnieszka Jaworska Pisząc ten tekst, spoglądam przez okno na wysokie na prawie 100 m wieże bazyliki św. Antoniego w Rybniku. To chyba najbardziej rozpoznawalny symbol miasta. I nie mogę się nadziwić, że niewiele brakowało, aby kościoła – a pewnie i mojego, stojącego nieopodal starego domu – nie byłoby dzisiaj, gdyby nie pewna zakonnica o nienachalnej urodzie i… kilka pęt kiełbasy!Rok 1903 to dla rybniczan ważny moment – właśnie wtedy rozpoczyna się budowa kościoła św. Antoniego, który to święty czczony jest w mieście od wieków. Na miejscu malutkiej kapliczki ma stanąć potężna, neogotycka świątynia! Ten ważny fakt odnotowują kroniki miejskie, a oczy mieszkańców zwrócone są na plac tym samym roku, kilkanaście kilometrów dalej, przychodzi na świat Jadwiga Hary. Jej narodziny odnotowują tylko w księdze parafialnej, nikt też jej się specjalnie nie przypatruje – ot, kolejne dziecko w tradycyjnej, wielodzietnej rodzinie. Komu by tam przyszło do głowy, że ta mała dziewczynka dokona kiedyś wielkich rzeczy! Tymczasem mijają lata. Jadzia wyrasta na wysoką, dobrze zbudowaną kobietę, a kościół św. Antoniego staje się najwyższą świątynią Górnego Śląska. Rówieśnicy…„Idź do tabernakulum!”Choć Jadzia znana jest ze swojego „charakterku”, to od zawsze czuje powołanie zakonne. Decyduje się więc wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek pod Zamościem, gdzie przyjmuje imię Łucja. Opuszcza je po czterech latach – być może ze względu na stan zdrowia, a może to po prostu nie jej miejsce. Ale jeszcze będąc kilkaset kilometrów od rodzinnego Śląska, ma sen, w którym widzi grozę wojny, rosyjskie wojska w jej ukochanym Rybniku, armaty i ciała żołnierzy pod kościołem św. śnie słyszy też głos: „Idź do tabernakulum! Tam dokonuje się wielka zbrodnia!”. Stara się jednak nie myśleć o tym, co jej się przyśniło. Po jakimś czasie od powrotu na Śląsk zostaje przyjęta do Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek, które swoją siedzibę mają przy rybnickiej świątyni. Tam, pod cudami słynącą figurą św. Antoniego, Jadwiga składa śluby zakonne i przyjmuje imię Damascena. „Modliłam się w tym dniu ogromnie za ten kościół, aby Bóg zachował go od zamknięcia i podniósł kościół św. Antoniego do wyższej rangi chwały Bożej” – zapisuje we nadchodzi wojna, Rybnik – jak większość Górnego Śląska – zostaje siłą wcielony do III Rzeszy. Przez całą wojenną zawieruchę siostra Damascena opiekuje się potrzebującymi i… kościołem – swoim rówieśnikiem. Wreszcie nadchodzi styczeń 1945 roku. Do miasta zbliża się „Iwan”, jak nazywano wojska sowieckie. Wkrótce miasto zostaje otoczone z trzech stron, jest tylko jedna droga ucieczki. Niemcy szykują się do ostatecznego placu kościelnym stają armaty, a sam kościół wypełnia się żołnierzami. Ale na swoim stanowisku pozostaje też siostra Damascena – mimo zgody przełożonych na powrót do rodzinnego domu, nie chce zostawić swojego „Antoniczka”. Pilnuje Najświętszego Sakramentu, a cenne wyposażenie kościoła znosi do skrytki w piwnicy. Kiedy zaczyna się walka, regularny ostrzał trwa kilka godzin, a gruzy sypią się do wnętrza przez wybite, ogromne okna. Gdy strzały cichną, zakonnica znajduje wielu zabitych niemieckich żołnierzy, leżących wokół kościoła. Robi, co może, aby godnie ich pochować – własnymi siłami ciągnie bezwładne ciała do znajdujących się pod płotem rowów, kropi je wodą święconą. Teraz to już nie wrogowie – to ludzie, którzy stracili życie, gdzieś tam zostały ich matki, żony… Nagle z wnętrza kościoła dobiega ją hałas – sowiecki żołnierz w baranicy na głowie łomem próbuje rozwalić ten widok charakterna zakonnica wskakuje na ołtarz, obejmuje rękami tabernakulum i wrzeszczy: „To mój Jezus i Bóg! Nie wolno Go znieważać!”. O dziwo, napastnik ucieka, a niemiecki żołnierz – jak się okazało, kleryk – pomaga Damascenie otworzyć uszkodzone tabernakulum, wypełnione Ciałem Pańskim. Konsekrowane hostie pakuje do tobołka i z bezcennym zawiniątkiem na plecach, pod ostrzałem artylerii, rusza do klasztoru. Spełniają się słowa, które usłyszała przed laty we śnie…Bomby i kiełbasyKlasztor wypełniony jest już niemieckimi żołnierzami, wśród nich znajduje się także kapelan wojskowy. To on zdradza, że kościół i klasztor są zaminowane. Niemcy wiedząc, że zostaną wyparci z miasta, nie chcą pozostawiać wrogom świetnego punktu obserwacyjnego. Umieszczają więc w 95–metrowych wieżach ogromne ilości ładunków wybuchowych, prawdopodobnie licząc na to, że potężny wybuch zniszczy dużą część miasta, a gruzy zasypią ulice i zablokują czerwonoarmistom zaczynają przygotowywać się na nieuchronną śmierć, kiedy nagle jedna z sióstr rzuca – a może Damascena unieruchomiłaby te miny? Krewkiej siostrze nie trzeba dwa razy powtarzać. Uzyskawszy zgodę przełożonej, biegnie do ukochanego kościoła. Jego wnętrze owinięte jest drutami, a niektóre z nich prowadzą do miasta. Ale skąd wiedzieć, co można przeciąć, żeby nie przyspieszyć wybuchu? Damascena decyduje się pójść po radę do zaprzyjaźnionego rzeźnika, Bonka, który potajemnie robił niemieckim żołnierzom kiełbasy. Z niektórymi nawet zdążył się zaprzyjaźnić… Przyjaźń i kiełbasy okazały się być na wagę złota – przekupieni trzema pętami „wusztu” Niemcy unieruchamiają detonator.„Tylko trzymać gębę, bo Hitler dałby nas wszystkich powiesić” – zaznaczają żołnierze. Siostra Damascena może więc w tajemnicy poprzecinać okablowanie. Świątynia – a z nią część centrum Rybnika – zostaje jak mieczKiedy do miasta wkraczają Sowieci, Damascena wprowadza się do kościoła. Nocuje pod kaplicą Matki Boskiej Bolesnej, żeby strzec świątyni przed zniszczeniem. Kiedy w kościele wybucha pożar, zwołuje okolicznych mieszkańców – głownie kobiety – i gaszą ogień piaskiem. Innym razem słyszy w kościele rosyjskie głosy. W piwnicy trafia na kilku Rosjan, wśród nich jedną kobietę. „Wy diabły! Co wy tu robicie!” – krzyczy Damascena, po czym wyrwawszy z rąk kobiety wielką świecę, zaczyna walić nią w głowę zaskoczonej Rosjanki, a potem kopać i pluć na mężczyzn. Jeden z żołnierzy wymierza w nią karabin, ale Damascena uderza go w rękę. Nie strzela… W końcu Sowieci opuszczają kościół, nie zabierając spakowanych już łupów. Wszystko udaje się wojnie Damascena dalej pracuje dla swojego „Antoniczka”. O swoich przeżyciach przez lata nie mówi – robi to dopiero na wyraźne polecenie przełożonych. Umiera w 1971 roku. Dwie dekady później, 8 grudnia 1993 roku kościół zostaje ogłoszony bazyliką mniejszą. Jej modlitwa, zanoszona w dniu ślubów, została wysłuchana.(Przygotowując tekst korzystałam z książki Agaty Puścikowskiej „Wojenne Siostry”, wyd. Znak 2019 oraz z artykułu Przemysława Kucharczaka „Sen Damasceny”, Gość katowicki 26/2019)Czytaj także:Ta 102-letnia zakonnica pokonała koronawirusa! Co powiedziała kapelanowi?Czytaj także:„Tak bym chciała siostrą zostać” – przeróbka disco polo promująca powołania zakonne

gdy w kościele róż tysiące tekst